fbpx

Michael Crummey – “Sweetland” [Recenzja]

Fot. Jerzy Bandel/Bookalog.pl
0

Sweetland to kolejna propozycja mistrza nowofundlandzkiej prozy Michaela Crummeya! Autor Dostatku ponownie proponuje nam powieść z pozoru chłodną niczym wiatr szalejący u wybrzeża wyspy. Jednak między wersami kryją się silne emocje, niezagojone rany i wielką tęsknotę – jak zwykle u Crummeya bywa!

Na wyspie u wybrzeży Nowej Fundlandii znajduje się zapomniana przez wszystkich osada, w której ludzie starają się jakoś wiązać koniec z końcem, kurczowo trzymając się wielopokoleniowych tradycji. Tworzą społeczność, która niejedno przeszła i razem może stawić czoło nawet najbardziej niesprzyjającym warunkom pogodowym – a zimne wiatry, lodowaty ocean i sztormy nie ułatwiają życia na skalistej wysepce. W pewnym momencie dla mieszkańców wyspy zapala się światełko nadziei; ogromna większość z nich z radością przyjmuje propozycję rządu, który oferuje fundusze na rozpoczęcie nowego życia w innym miejscu w zamian za opuszczenie wyspy. Jest jeden warunek: wszyscy mieszkańcy muszą wyrazić zgodę. Jedynym, który stanowczo sprzeciwia się opuszczeniu swojego domu, jest samotny stary kawaler i były latarnik Moses Sweetland. Jak można się domyślić, jego sąsiedzi nie są zadowoleni z takiego obrotu sprawy i zrobią wszystko, żeby przekonać mężczyznę do zmiany zdania.

Zawsze gdy przychodzi mi mówić o prozie Michaela Crummeya, zaznaczam, że nie czuję się obiektywny w recenzowaniu jego powieści. Poruszają we mnie bowiem jakąś głęboko ukrytą strunę, wzruszają, zajmują moje myśli na długo i nie pozwalają się od siebie uwolnić. To nie jest literatura prosta, łatwa ani oczywista, ale jednocześnie nie umiem porównać jej z żadną inną, ani opisać w kilku krótkich zdaniach, bo wymaga ode mnie przemyślenia, przetrawienia, czasu, by zaczęła ze mną rezonować. Wiem jednak na pewno, że ze wszystkich powieści Crummeya, które ukazały się w Polsce, Sweetland jest moją ulubioną!

Potężne głazy ułożone w poprzek wejścia do zatoki przesuwały się na jego oczach; falochron osiadał i rozłaził się niczym kawał lodu w misce wody. Po raz pierwszy za życia tego pokolenia surowy ocean wlał się do zatoki, a fale zaczęły załamywać się na rządowym nabrzeżu i łomotać o plażę. Sól z niesionej wiatrem piany osiadała na oknach, pokrywając je białą szadzią. 

Najbardziej znaną książką tego autora jest Dostatek, i mogę się chyba zgodzić z tym, że to jego dotychczasowe opus magnum. W Sweetlandzie fabuła jest na pewno nieco prostsza, bardziej liniowa, i dlatego stanowi on idealną pozycję na pierwsze spotkanie z autorem. Cała akcja skupia się na postaci Mosesa, samotnika, a właściwie człowieka samotnego wśród ludzi, który opowiada swoją historię i wspomina wydarzenia z przeszłości. Obserwujemy jego relacje z sąsiadami, mieszkańcami wyspy i Jessem, dziwnym dzieckiem, chłopcem-zagadką, którego łączy z Mosesem wyjątkowa więź. Michael Crummey po mistrzowsku poradził sobie z kreacją głównego bohatera, którego myśli, odczucia, samotność współgrają z emocjami czytelników.  Myślę, że szczególnie jeśli jesteście z natury melancholikami, na pewno odnajdziecie w głównym bohaterze choć cząstkę siebie. Z drugiej strony Moses to też jednostka bardzo specyficzna, która w dążeniu do swoich ideałów, próbach poradzenia sobie z bolesną przeszłością i spełnieniu własnych wysokich oczekiwań względem siebie zmierza do autodestrukcji… i między innymi dlatego jest tak fascynująca.

Oczywiście skupiając się na historii głównego bohatera, Michael Crummey nie rezygnuje z tego, co dla niego charakterystyczne, czyli z wielowątkowej opowieści. Mamy okazję poznać mieszkańców osady, ich rozterki, problemy, często bardzo trudną przeszłość, ale też tradycje i miejscowe opowieści. Wielką zaletą powieści Crummeya jest właśnie to, że korzysta z bogactwa nowofundlandzkich legend, podań, języka, sięga do tożsamości wyspiarzy. Jak to bywa w małych społecznościach, większość z ich członków wiążą także sprawy z przeszłości, rodzinne koligacje i dawne zatargi. Od początku zagłębiamy się w tę zastałą, konserwatywną sieć zależności, rozgryzając powoli relacje między bohaterami.

No i do tego ta cudowna, wspaniała, magiczna Nowa Fundlandia. Sweetland to książka wprost  i d e a l n a  na jesień lub wiosnę – sztormy i szkwały zalewające wybrzeża wysepki pośrodku oceanu, nastrój grozy, który nieraz aż unosi się z kart tej powieści; wierzcie mi, ciarki na plecach gwarantowane! W jednej chwili przenosimy się tam, z fascynacją i jednocześnie przerażeniem obserwując targaną wichrem wyspę i jej mieszkańców. To opowieść pod kocyk, do herbaty, na długi, leniwy wieczór. Nie nastawiajcie się jednak na optymistyczną lekturę – to powieść przepełniona bólem i tęsknotą – za przeszłością, która nie wróci, za ludźmi, którzy się zmienili i już nigdy nie będą tacy sami. A nawet za czymś niezdefiniowanym, nieokreślonym, bo historia Mosesa jest jak gonitwa za nieuchwytnym. Jeżeli macie ochotę na opowieść piękną, choć gorzką, Sweetland będzie najlepszym możliwym wyborem!

 

Autor: Michael Crummey
Tytuł: Sweetland
Tłumaczenie: Michał Alenowicz
Wydawca: Wydawnictwo Wiatr od Morza
Data wydania: 11 maja 2015 roku
Liczba stron: 382
ISBN: 9788393665372

Bądź na bieżąco. Włącz powiadomienia.

Komentarze
Ładowanie...

Ta strona korzysta z plików cookie. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Czytaj wiecej...