Przeklęty satyryk Młodej Polski. 150 lat temu urodził się Adolf Nowaczyński
9 stycznia 1876 roku w podkrakowskim Podgórzu urodził się Adolf Nowaczyński – jeden z najwybitniejszych i najbardziej kontrowersyjnych polskich satyryków, określany mianem „enfant terrible Młodej Polski”. Pisarz, dramaturg i zajadły publicysta, którego nazwisko w PRL skazane było na zapomnienie, co skwitował Stefan Kisielewski mówiąc o „dyktaturze ciemniaków”. Za te słowa Kisiel został dotkliwie pobity przez „nieznanych sprawców”.
Od skandalu w kawiarni do literackiej sławy
Sławę – a wcześniej skandal – Nowaczyński zyskał już jako 22-letni student. W 1898 roku, w krakowskiej kawiarni, miał wykrzyczeć „Vive l’anarchie!” lub grozić zamachem na cesarza Wilhelma. Sprawa, tocząca się tydzień po zamordowaniu cesarzowej Elżbiety, była poważna. Sąd skazał go zaocznie, a ojciec, radca sądowy, wydał w prasie oświadczenie, że wyrzeka się syna „z powodu jego złych postępków”.
Mistrz satyry i paszkwilu
Nowaczyński współpracował z kabaretem „Zielony Balonik”, a jego wczesne zbiory facecji i satyr („Małpie zwierciadło”, „Skotopaski sowizdrzalskie”) uznawane są za wybitne. Z czasem jego styl stał się bardziej zawadiacki i pełen językowych łamańców. Był bezkompromisowym krytykiem: atakował sanację, Piłsudskiego (nazywając go „komendiantem” i „brygandierem”), a później stał się entuzjastą włoskiego faszyzmu. To jemu przypisuje się autorstwo bon motu: „Piłsudski wysiadł z partyjnego tramwaju na przystanku »Niepodległość«”.
Dramaturg odkrywany na nowo
Jako dramaturg stworzył głośne sztuki, jak „Wielki Fryderyk” czy „Car Samozwaniec”, w których demitologizował historię, sprowadzając wielkie postaci do „żywych ludzi”. Jego sztuki, z wielkimi rolami Ludwika Solskiego, po wojnie na długo zniknęły z repertuarów. Powróciły dopiero w latach 70., a ostatnią głośną realizacją „Wielkiego Fryderyka” była inscenizacja Jana Klaty w 2018 roku.
Spuścizna trudna i zapomniana
Nowaczyński zmarł w Warszawie 3 lipca 1944 roku, na miesiąc przed wybuchem Powstania. Jego dorobek – olbrzymi i językowo mistrzowski, ale też naznaczony radykalnymi, często odrzucającymi poglądami – do dziś pozostaje trudnym dziedzictwem. Jak pisał recenzent Jan Alfred Szczepański: „Pora oddać mu sprawiedliwość – niezależnie od uzasadnionego potępienia jego reakcyjnych poglądów i wyskoków”.
