Przedpremierowe fragmenty „Bigamisty” Agnieszki Płoszaj


Fragment 2:
Gwałtownie wyjęła rękę z kieszeni, by chwycić go za ramię. Kluczyk z brelokiem wypadł na ziemię. Tolczenko schylił się po niego i w tym samym momencie stojący za nim stary, szklany znicz rozsypał się na kilkaset kawałków.
– Jobana mać! – zakrzyknął Aleksander i szybkim ruchem złapał dziewczynę za rękaw. – Probih! – rozkazał.
Zanim Julia zareagowała, na grobie obok eksplodował zwietrzały, gliniany aniołek.
Tolczenko z impetem odepchnął Julię w bok, wprost pomiędzy groby. Jej szczupłe ciało poleciało bezwiednie i z łoskotem upadła na ziemię, uderzając się w ramię o wystający z ziemi fragment kamiennej tablicy. Jęknęła głośno. Chciała się podnieść, ale Aleksander przycisnął ją ciałem do ziemi. Jego klatka piersiowa napierała na jej głowę, skutecznie ją chroniąc. Zacisnęła powieki. Kamienna podstawa nagrobka, za którym się ukryli, boleśnie wbijała się w jej żebra. Zapach ziemi, którą poczuła na policzku i w ustach, mieszał się z wonią męskich perfum. Drogich, dobrych perfum, jakimi pachniał Aleksander. Drgnęła.
– Nie ruszaj się. – syknął. – Snajper.
Czuła, że jego ręka sięga do tyłu i coś chwyta. Zgrzyt magazynka. Zamarła. Chciała krzyknąć, ale nie była w stanie przełknąć śliny. Seria pojedynczych strzałów i szybki oddech Aleksandra.
– Wstawaj! – rzucił nagle i silnie nią szarpnął. Zerwała się na kolana. Pociągnął ją za kurtkę. Przesunęli się o dwa groby dalej. Teraz osłaniał ich czarny obelisk. Julia przetarła usta, pozbywając się z nich grudek ziemi i spojrzała na Tolczenkę. Nagle wydał się jej dużo młodszy. W blasku nieśmiałego słońca jego twarz rozjaśniała. Niewątpliwie dawka adrenaliny dodała mu energii. – Jak ci powiem, biegnij do Saszki! – wyszeptał, zmieniając magazynek.
– Ale Sasza… – Skrzywiła się.
– Nie dyskutuj! – wrzasnął, widząc jej niezdecydowanie.
Julia zamarła. Zmroził ją widok jego wściekłych oczu. Teraz naprawdę się bała. Najbardziej tego, że popełni jakiś błąd, za który on zapłaci. Z tyłu doszedł ją hałas silnika. Na głównej alei pojawił się rozpędzony range rover. Jego ciężkie koła skręciły gwałtownie, tworząc wokół tuman kurzu, i auto zawróciło.
– Biegnij! Teraz! – rozkazał Aleksander, gdy tylko kierowca zahamował. Julia potrząsnęła głową, drżąc z przerażenia.
– Aleksan…
– No! – zakrzyknął, popychając ją do przodu, pomiędzy stare pomniki.
Julia jak w amoku rzuciła się przed siebie. Przykulona, przeskakiwała pomiędzy nagrobkami, by dopaść wreszcie do uchylonych drzwi samochodu, zza którego Saszka z zaciętą miną raz za razem pociągał za spust swojego mini uzi. Tolczenko odczekał chwilę. Osłaniany przez syna, zerwał się do biegu. Zostało mu zaledwie kilka kroków, gdy rozległ się znajomy świst i pocisk rozerwał mu ramię. Aleksander jęknął przeciągle i upadł na kolana.

 

Komentarze (0)
Dodaj komentarz